Lista prezentów czyli tzw. wishlist.

Święta, urodziny, imieniny, dzień kobiet, dzień mamy, dzień dziecka, dzień bez okazji. Tyle prezentów można dostać 😉 Pamietam, będąc dzieckiem, czy może raczej wczesną nastolatką, znajdowałam pod choinką non stop ubrania. Zebrałam się na odwagę i powiedziałam mamie, że ja nie chcę ubrań, bo to żaden prezent… Przez kolejne lata ubrań nie było. Potem pojawiły się koperty. Najpierw bardzo cieszyły, bo to przecież świetna sprawa przejść się samemu i poszukać coś, co właśnie wpadło w oko, lub marzyło się od dawna. Ale w końcu koperty też się znudziły. Bo to takie przewidywalne. A my, kobiety, lubimy być zaskakiwane.

Tyle, że nie zawsze zaskoczenie wywołuje u nas uśmiech na twarzy. No chyba, że ten wymuszony. Postanowiłam temu zaradzić, z dwóch powodów. Jeden – samolubny – w końcu chcę się cieszyć z tego co dostanę. Cieszyć prawdziwie, autentycznie, niewymuszenie. A drugi – chcę, by osoba, która wręcz mi podarek również ucieszyła się tym, że trafiła, bo przecież to miłe, prawda?

Jakiś rok temu założyłam sobie na Pinterescie tablicę, w którą wklejam to, co bardzo bym chciała dostać. Potem wysyłam link zainteresowanym i już! Mogą albo kliknąć bezpośrednio w zdjęcie, które poprowadzi ich do zakupów online, lub wybrać coś podobnego. Jedno jest pewne – jest ogromna szansa, że wybierając nawet podobny prezent, trafią w mój gust, ulubione kolory, materiały, motywy 🙂 No i powiem Wam, że to działa! Potem tylko, nie zapomnijmy usunąć z tablicy tego, co już dostaliśmy!

Co w tym roku chciałabym dostać pod choinkę? Lub w najbliższym czasie? Załóżmy nawet przez kolejne 12 miesięcy? Właśnie przejrzałam tablicę i powiem Wam, że…

  1. Na tablicy nie znalazły się żadne perfumy. Chociaż bym chciała. Ale jestem jakaś bardzo problematyczna pod tym względem. I to nie dlatego, że mam wygórowane potrzeby czy muchy w nosie. Po prostu perfumy z wyższych półek ulatują ze mnie zaraz po wyjściu z drogerii. Ewentualnie trzymają się na mnie męskie zapachy, no ale… Może kiedyś się odważę. Lubię za to perfumy z Zary, bo nimi pachnę dłużej. Niestety, nie wystarczy mi sam zapach, lubię też ładne butelki. A jak na złość, jeśli chodzi o moje gusta to butelka, która mi się podoba, nie idzie w parze  z zapachem. Lubię otulać się zapachami z nutą drzewa sandałowego, patchuli, ambry, wanilii… Może kiedyś znajdę te idealne, wówczas przypinka na pewno się znajdzie.

2. Książki. Mam bardzo konkretną listę, którą otrzymał już mój mąż i już wiem, że 3 pozycje z pewnością pod choinką znajdę. Już się nie mogę doczekać, by usiąść z kubkiem gorącej herbaty i poczytać! Ostatnio modne słowo „hygge” dopadło i mnie. Bo ja też chcę osiągnąć wewnętrzny spokój, szczęście i radość duszy. Poczytać nie zaszkodzi, a okładki dwóch książek też mi się bardzo podobają. Zresztą sami spójrzcie, jedna w stylu ludowym, a druga jak niebo usłane różami!  A także jestem bardzo ciekawa, jak Duńczycy wychowują swoje dzieci. Czwartą pozycją, jest Ekoporadnik, K. Rusin. Taaaa, i już słyszę głosy sprzeciwu i buntu, a powiem Wam tak, że ja tą Panią wolę znacznie bardziej od innych plastikowych w moim mniemaniu prezenterek. Nie wiem, czy to rzeczywiście pani Foch, nie poznałam i nie rozmawiałam osobiście, więc powstrzymuję się od takiego oceniania. Wiem tylko, że każda z nas może mieć gorszy lub lepszy dzień, wkurzyć się na coś, parsknać, czy po prostu się odwrócić. A czy ma wiele wspólnego z eko? Tego też nie wiem, ale lubię takie książki i jestem jej bardzo ciekawa!

 

3. Lubię ciepło, dlatego też ucieszę się z wielkiego szalu komina, mogę je nosić o każdej porze roku, więc wręcz to prezent idealny. Spodobał mi się też pomysł na szaliko liska, córce też pewnie wpadłby w oko!  Nie pogardzę ciepłymi skarpetkami, a najlepiej takimi do kolan lub nad.

4. Pozostając w temacie ciepła. To jak już będę miała na nogach grube skarpety, otulę się szalem i usiądę z książką na kanapie, to do szczęścia zabraknie mi jeszcze kubków! O tutaj ostatnio rządzą w mej głowie formy geometryczne, albo jakieś takie pogniecione, lub w formie czarki, wszystkie te w kolorze białym. Lub jeden rodzynek, w sam raz do gorącego kakao, taka ciemna filiżanka, tylko szkoda, że bez spodka.

5. Różne gadżety też z przyjemnością przyjmę. Na przykład marmurkowe etui na telefon. Przyda, mi się również nowy portfel, szary to taki kolor uniwersalny. Na oknie postawiłabym sobie las w słoiku. Może się marzenie spełni szybciej niż nadejdzie Boże Narodzenie, bo na targach przedświątecznych szczecińska firma ma się wystawiać ze swoimi propozycjami. O niemal zapomniałabym o tacy! Od kilku lat jakoś nie mogę się jej „dorobić”, wpadła mi w oko taca, którą widzicie poniżej, tylko cena mnie trochę odstrasza.

Troszkę się tego nazbierało, jestem ciekawa, ile z tych rzeczy uda mi się zrealizować, własnym lub cudzym sumptem 😉

 

Noworoczne postanowienia.

Ilu Was z początkiem stycznia spisuje postanowienia? Będę więcej… Nie będę… Zrobię, nie zrobię. Zapewne baaardzo wielu. A ilu z Was pod koniec roku do nich wraca? Pewnie mniej. Zastanawialiście się dlaczego?

Przeglądając książki w jakiejś księgarni natknęłam się na zdanie, które po chwili zastanowienia wydało mi się bardzo mądre. Pierwsze postanowienie noworoczne powinno brzmieć – żadnych postanowień!  Dlaczego? Bo ich niewypełnienie jest najbardziej frustrującą sprawą. Po co się tak stresować, pomniejszać swoje ego, być samemu sobie powodem do depresji?

Ale jak to tak bez postanowień, kiedy wszyscy na około o tym trąbią? Telewizje śniadaniowe, portale internetowe, spikerzy w radio pytają się fonicznym głosem „a jakie jest Twoje postanowienie? Zadzwoń i nam opowiedz”. Więc się prześcigamy w wymyślaniu coraz bardziej oryginalnych zadań na rok dwa tysiące enty. A potem sobie o nich przypominamy i nagle mina smutna. Bo się zapomniało, bo się nie miało czasu. Dobra, racja, często jest to tylko wymówka. Ale czy wymyślając postanowienia zastanowiliśmy się, czy one nam są rzeczywiście potrzebne albo realne do wykonania?

A może te postanowienia warto zamienić w marzenia? I w dążenie do ich realizacji?  I z pewnością wbić sobie w głowę, że chcę, bo marzę, a nie muszę.

Żeby nie było – ja też postanowienia spisywałam. Nawet pokażę Wam tegoroczną listę, a w kolejnych postach postaram się z nią rozliczyć. Ale to będzie takie rozliczenie na do widzenia. Rok 201 7 zacznę od stworzenia tablicy marzeń. Bo to będzie rzeczywiście coś, co chcę osiągnąć. Może uda się w rok, do niektórych będzie potrzeba z pewnością więcej czasu, a inne może nas zaskoczą szybciej?

2022

Kilka porad przed świątecznych

Tak mi się przypomniało, kiedyś, na innym blogu, spisałam kilka porad, które wyskoczyły mi w praniu. No, może nie w praniu, a w przygotowywaniu dań świątecznych. Święta to były wielkanocne, jednak nie zaszkodzi zaadoptować je do nadchodzących bożonarodzeniowych. Wszak kiełbasę można zastąpić rybą, chyba, że ktoś ma ochotę na pieczone mięsiwo na przykład na drugi dzień świąt. Zresztą coś mi świta, że już ścisły post po pierwszej gwiazdce jest zniesiony, ale może się mylę. U mnie raczej działa tradycja, mięsa raczej się nie uświadczy, tylko co zrobić, jak dzieci na ryby kręcą nosem…

Dla mam zorganizowanych mniej lub bardziej. A nawet nie tylko dla mam, ale dla zabieganych gospodyń, czy bizneswoman, co lecę prosto z pracy do kuchni.

  1. Prysznic da się wziąć szybciej niż zagotuje się woda z jajkami, lub woda na makaron do łazanek lub klusek z makiem lub na ryż jeśli ktoś ma ochotę, a nawet na pierogi!
  1. Po godzinie przypomina się, że wyjęło się kubek na kawę. Po kolejnej godzinie okazuje się, że woda w czajniku dawno ostygła… Mija kolejna godzina. Należy wymienić wsypaną do kubeczka kawę, bo ta już wywietrzała… Wieczorem można usiąść i napić się kawy. Ale pamietaj – i tak wypijesz ją zimną.
  1. Funkcja grilla w piekarniku BŁYSKAWICZNIE zarumienia białą kiełbasę, tym bardziej rybę na wiór może spalić! Powtarzam – BŁYSKAWICZNIE!!
  1. Gdy błyskotliwie okaże się, że zabrakło naczynia żaroodpornego, a rączka od patelni nie daje się odkręcić, do pieczenia wspomnianej ryby, czy mięsiwa świetnie nadaje forma do tarty 🙂
  1. Tłuszczyku z przyprawami z patelni, po obsmażeniu mięsa (przed włożeniem go do piekarnika) nie zmywaj od razu. Weź kromki chleba i podsmaż. A potem na to serek camembert….i przekąska gotowa 🙂
  1. A cytryna przekrojona na pół, tak jak posmarowana kromka chleba – zawsze spada na podłogę nie tą stroną, co trzeba.
  2. Nie piszę już oczywiście o zamawianiu jedzenia z cateringu, chociaż to też pewnie jest jakieś wyjście. Ja jednak jestem zwolenniczką domowego pichcenia. A jak braknie czasu – pierogi, uszka, bigos, czy postną kapustkę, nawet mięsiwa można przygotować wcześniej i zamrozić. Potem tylko nastawić przypomnienie w kalendarzu, by je na czas wyjąć 😉

Nie wiem, jak Wy, ale ja już nie mogę się doczekać tych zapachów, rozgardiaszu, obowiązkowej świątecznej kłótni i pocałunku na zgodę. Może pierwszy raz  kupię jemiołę, by ten pocałunek był jak żywcem wyjęty ze świątecznych szlagierów kinowych?