Rudy, rudy lis? A może miś. Z pewnością koc.

Przestworza Internetowe są zgubne. Instagram tym bardziej. Człowiek naogląda się tych wszystkich pięknych rzeczy. Zapragnie mieć to i to i tamto, i ooooo, jeszcze koniecznie toooo. Dobrze, że jednak zdrowy rozsądek w głowie siedzi. Napatrzyłam się na te wszystkie cudne kocyki ręcznie dziergane czy na drutach, czy szydełku. Jeden już dla Małej, co lada chwila powita się ze światem zewnętrznym już Wam pokazywałam. Kto nie widział, niech biegnie TUUUUU Z rozpędu i z zakochania się do koloru musztardowego popełniłam jeszcze jeden.

Ze względu na wzór, jest lżejszy niż poprzedni i większy trochę. I taniej wyszedł, bo mniej włóczki bawełnianej zużyłam. Do tego dorobiłam mu kapturek, jak w ręcznikach kąpielowych dla niemowląt. Można w nim będzie schować główkę lub nóżki. Wiecie, już nie mogę się doczekać, kiedy zawinę w niego Adę 🙂 Na razie testował miś Zdziś.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *