Z szydełkiem za pan brat, czyli samoukiem Maria zwana

Od dzieciństwa lubiłam coś robótkować, jak pewnie wiele z Was. Skończone „dzieło” przynosi satysfakcję i jakąś wewnętrzna dumę. Pamiętam,  będąc dzieckiem, patrzyłam zafascynowana na ręce mojej mamy, spod których wychodziły niezwykłe swetry. Stuk, stuk, stukały druty jeden o drugi. Rzecz jasna też próbowałam. Połowa społeczeństwa miała je w dłoniach i tworzyła romboidalne szaliki. Pamiętacie zajęcia z ZPT? Nawet chłopcy na nich stukali drutami (jakkolwiek to dziwnie brzmi), w przerwie na robienie sałatek owocowych lub warzywnych .

Mnie też raczej trójkąty niż proste szaliki wychodziły spod tych dwóch patyczków, więc się w pewnym momencie przerzuciłam na szydełko.

Podstawowe kroki pokazała mi mama, potem już zadziałała fantazja. Jak dziś, pamiętam, że dawałam się ponieść inwencji twórczej i tak raz, siedząc latem, w słoneczku, wśród świerków i świergoczących ptaków, wydziergałam torebkę. Mniej więcej rozmiaru A5, w kwiatkowy wzór. Była biała. Z klapką zamykaną na drewniany guziczek i długą rączką na ramię. Już jej nie mam, ale długo trzymałam ją wśród moich skarbów. Byłam  z niej taka dumna! Szczególnie, że zrobiłam ją całkowicie od A do Z sama. Bez schematów. Tylko wyobraźnia działała.

Do szydełka lubię sięgać sporadycznie. To nie tak, że tylko siedzę i dłubię. Muszę mieć do tego wenę, ochotę i pomysł w głowie. Kilka lat temu zaczęłam robić pled na łóżko dla córki. Prawie rok go dziergałam. Mimo, że ścieg był stosunkowo łatwy, to robiłam to baaardzo powoli. Potem syn długo się dopraszał o swój koc. Zrobiłam mu go jakieś dwa miesiące temu, według kolorów, które sam wybrał. Więc te kolory takie nie moje były. A wiecie – jak coś nie leży, to robi się ciężej. Ale sam fakt, że syn tak prosił dodawał mi motorku w rękach.

A teraz skończyłam kocyk dla Maleństwa, co jeszcze w brzuszku siedzi. I kilka nocy temu obudziłam się z pomysłem na kolejny. Włóczka już zamówiona! W między czasie dziergam mały kocyk dla kota, na którym jednocześnie trenuję nowe wzory. I jeszcze marzy mi się długi sweter, rozpinany dla córki. Tylko tam trzeba oczka liczyć, spuszczać, dodawać itp a w tym to ja słaba jestem. Ale spróbuję! Najwyżej spruję 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *